Nowoczesne znaczy multimedialne?

Jak mnie to wkurza! Słyszę to prawie z każdej strony. A to polityk, a to dziennikarz, a to dyrektor instytucji kultury, a to firma projektująca wystawy. Ale jak mówi to ktoś z mojego zespołu, to się gotuję!

Co mnie tak denerwuje? Stwierdzenie, że nowoczesne muzeum, to muzeum multimedialne. Wybaczyłabym to 20 lat temu, kiedy takie ekspozycje dopiero wchodziły do Polski, a telefon komórkowy  służył tylko do dzwonienia. Ale przez te dwie dekady naprawdę wiele się zdarzyło! 

Dzisiaj niektórzy noszą (na sobie lub przy sobie) więcej multimediów niż ubrań – telefon, zegarek, tablet, laptop, czytnik, inteligentne słuchawki, albo okulary Meta. W niektórych miejscach nie da się już kupić biletu na tramwaj albo zapłacić za parking bez kontaktu z dotykowym ekranem. Większość życia spędzamy przed monitorami – służą nam i do pracy i do rozrywki. Skąd więc pomysł, że ludzie chcą jeszcze więcej multimediów i że są one dla nich synonimem nowoczesności?

Zwłaszcza, że każdy polski muzealnik wie, jak to jest z multimediami na wystawie. To już nie są innowacyjne, turboodrzutowe technologie. Kupuje się je w przetargu, nie zawsze takie, jakby się chciało. Szybko się niszczą, bo używają ich tysiące ludzi, a muzeum nie wymienia ich tak często jak my swoje telefony. Ciągle coś się zawiesza albo jakiś sprytny dzieciak zamiast edukacyjnej apki uruchomi stronę pornograficzną. A nie ma nic bardziej irytującego na wystawie niż niedziałające albo zacinające się urządzenia! 

Ale żeby było jasne – nie uważam, że multimedia to samo zło! Dobrze użyte, robią robotę. 

Moją niechęć budzi natomiast używanie multimediów tak, jakby były atrakcjami samymi w sobie. Klikanie dla klikania. Wysuwanie szuflady z tabletem dla samego wysuwania. Pokazywanie dokumentów lub zdjęć wyłącznie na ekranach, zapominając, że jest też coś takiego jak przedruk lub wydruk. Montowanie wielkich monitorów tylko po to, żeby wyświetlić na nich statyczny obraz (bo wydaje się to nowocześniejsze niż fototapeta). Wyświetlanie z projektora o parametrach kinowych obrazu dywanika na podłodze. Gigantyczne infokioski, w których jest mniej treści niż broszurze. Tablety z tak nieintuicyjnym albo niezachęcającym menu, że i tak nikt nie będzie eksplorował zawartości. 

Dlaczego wciąż tak się dzieje? Mimo już ponad dwóch dekad doświadczeń z multimediami. Wydaje mi się, że nakładają się tu dwa zjawiska.

Z jednej strony to ścieżka tworzenia wystaw wybierana przez niektóre muzea polegająca na zleceniu całości prac jednemu, zewnętrznemu wykonawcy. A część z tych firm wyspecjalizowała się projektowaniu wystaw multimedialnych – to się wciąż dobrze sprzedaje, łatwo projektuje i uzasadnia wysoki koszt. Jeśli traktuje się multimedia jako wartość samą w sobie, to pracę koncepcyjną można zrobić na skróty. “W monitory” wrzuca się po prostu skany albo nagrania tego, co muzeum dostarczy i lecimy z tym koksem. 

Z drugiej strony działa podstawowy muzealny mechanizm – skupienia na obiekcie. Tylko w miejsce obiektu z inwentarza wskakuje urządzenie multimedialne. A ponieważ wciąż dla wielu muzealników wystawa to zbiór obiektów, to łatwo ich przekonać, że nowoczesna wystawa to zbiór multimediów. Zwłaszcza, że do multimediów można… wpakować znacznie więcej obiektów niż na wystawę. Wprawdzie cyfrowych, ale możliwość uszczęśliwienia zwiedzających 2-godzinnym filmem, 50 archiwalnymi artykułami, 100 listami i 60 medalami jest wystarczająco kusząca. Skoro i tak musimy robić tę całą digitalizację… A że nikt i tak tego nie obejrzy, nie przeczyta, nie wysłucha, bo musiałby spędzić tydzień na wystawie? To już nie nasz problem!

Jest też trzecie zjawisko: mało w Polsce dyskutujemy o wystawiennictwie, nie wydaje się u nas branżowej literatury, nawet w sieci niewiele znajdziemy dobrych tekstów po polsku. A projektowanie wystaw to wciąż u nas albo domena artystyczna albo techniczna. Albo ich połączenie. Mało natomiast mówimy o funkcjonalności, percepcji i psychologii odbioru, o doświadczeniu zwiedzającego i opowiadaniu wciągających historii. 

Tak, wiem, że przerysowuję. Na rynku są świetne studia projektujące wystawy w oparciu o wartościowe merytorycznie i atrakcyjne scenariusze. Jest wiele przykładów doskonałej współpracy zespołów kuratorskich z zewnętrznymi specjalistami od projektowania doświadczeń cyfrowych. A multimedia doskonale sprawdzają się, kiedy nie możemy czegoś pokazać inaczej albo zależy nam na określonym typie interakcji lub doświadczenia. Powinniśmy też używać ich, kiedy oznaczają większą wygodę użytkownika (np. możliwość kupienia biletu w automacie, zwiedzania z audioprzewodnikiem, łatwiejszego poruszania się po budynku czy skorzystania z dodatkowych informacji). 

Multimedia doskonale sprawdzają się, kiedy nie możemy czegoś pokazać inaczej albo zależy nam na określonym typie interakcji lub doświadczenia użytkownika

Ale jeśli chcemy rozwijać polskie wystawiennictwo, to nie możemy serwować takich prostych recept – że wystarczy naszpikować muzeum multimediami, żeby było nowoczesne i atrakcyjne. 

Wystawa multimedialna może być nudniejsza niż gablotowa, bo przewagą gablotowej mogą być oryginalne przedmioty, sprzed kilku stuleci, wyjmowane z magazynów raz na kilkadziesiąt lat. Przedruk przedwojennej gazety może być atrakcyjniejszy niż jej skany na monitorze, bo kopię gazety można przekartkować albo użyć w grze fabularnej opracowanej na kanwie wystawy. Huk prawdziwych krosień z XIX wieku zrobi większe wrażenie niż jakikolwiek pejzaż dźwiękowy symulujący hałas w tkalni.

Multimedia to tylko narzędzia, które trzeba wypełnić sensowną treścią i mądrze ich użyć w budowanym przez wystawę doświadczeniu lub opowieści. Zawsze najpierw zastanawiając się, czy można to samo pokazać prościej, bardziej adekwatnie do treści lub funkcji, bardziej naturalnie (np. w klimacie wystawy lub w duchu epoki, o której mówimy) lub po prostu przyjemniej dla odbiorcy. Nie jest to tylko moja opinia – o tym, co odbiorcy uważają za atrakcyjne użycie multimediów możecie przeczytać w artykule blogerów-miłośników muzeów

Jeśli nie multimedia, to co w takim razie czyni muzeum nowoczesnym? To temat na osobny tekst, który na pewno się tutaj pojawi. 

Tekst powstał w ramach stypendium Ministra Kultury i Dziedzictwa Narodowego na rok 2024.

3 odpowiedzi na „Nowoczesne znaczy multimedialne?”

  1. […] A polskie wystawiennictwo wolno absorbuje nowe możliwości technologiczne – wciąż szczytem nowoczesności są multimedia, jako wartość sama w […]

  2. […] tekście o multimediach pisałam, że te technologie już dawno nie są wyznacznikiem nowoczesności w muzeach. Obiecałam […]

  3. […] to znaczy nowoczesne muzeum. A tym samym tekst ten dołącza do dwóch wcześniejszych artykułów: Nowoczesne znaczy multimedialne? i Nowoczesne muzeum wg Chata […]

Skomentuj Nowoczesne muzeum wg Chata GPT – Muzea dla ludzi Anuluj pisanie odpowiedzi

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *