Jak testować teksty do wystawy?

Studium przypadku

Jak szybko zweryfikować “przyjazność” tekstów lub wybrać lepszą wersję opisu? Kogo zaprosić do testowania? Jak to zorganizować? Ile czasu i pieniędzy to kosztuje? Dzisiaj dzielę się z Wami doświadczeniami z testowania wall-tekstów do wystawy, nad którą właśnie pracuję.

Jednym z fundamentów UX Design jest prototypowanie. Produkt we wstępnej fazie daje się ludziom do testów, żeby jak najszybciej przekonać się, czy jest użyteczny, spełnia oczekiwania, czy wiadomo jak się nim posługiwać itp. Robi się to na wczesnym etapie, żeby wprowadzenie zmian było jeszcze możliwe i nie kosztowało miliona monet. Ale też dopiero wtedy, kiedy możemy dać użytkownikom coś, co już z grubsza przypomina docelowy produkt a nie np. jego projekt na papierze albo ekranie – tak, żeby faktycznie mogli go użyć. Czyli kiedy mamy już fizycznie, acz roboczo wykonany prototyp. 

Staram się wdrażać to podejście przy pracy nad wystawą “Ostatnie lato”, której jestem współkuratorką. Kilka dni temu zakończyłam testowanie wall-tekstów wprowadzających do wystawy. Teksty były już złożone i wydrukowane z użyciem docelowego kroju i rozmiaru fontu oraz naklejone na ścianie, na której będą wisiały na wystawie. Ale jeszcze nie w sposób trwały, tylko na papierze. Tak, żeby testujący czytali je w warunkach zbliżonych do zwiedzania – na stojąco, w konkretnej przestrzeni, z ludźmi kręcącymi się pobliżu.

Cele

Uczestnicy zostali zaproszeni do przetestowania dwóch zestawów tekstów. Każdy zestaw składał się z tekstu “o wystawie” i “mikrohistorii” wprowadzającej w klimat wystawy. Mikrohistoria była w obu zestawach taka sama, natomiast teksty o wystawie znacznie się różniły – jeden był “klasyczny”, “przezroczysty”, trochę w stylu “instrukcji obsługi”, a drugi bardziej “klimatyczny”, zbliżony w konwencji do mikrohistorii.

Testowanie miało trzy główne cele:

  • wybór docelowego zestawu;
  • sprawdzenie, czy teksty są dla odbiorców zrozumiałe, interesujące i czy jest jasne, że na wystawie można dotykać i używać większości rzeczy;
  • zebranie sugestii poprawek w tekstach. 
tekst „klimatyczny”
mikrohistoria

Uczestnicy

Do testowania zaprosiłam najpierw koleżanki i kolegów z mojego muzeum. Pierwszą grupę testujących muzealników stanowiły osoby “z biura” (m.in. z działów zajmujących się zbiorami, konserwacji, realizacji wystaw, pozyskiwania środków, promocji, biblioteki, sekretariatu czy działu administracyjno-gospodarczego). W kolejnym dniu w testowaniu wzięli udział pracownicy obsługi ekspozycji i kasy, czyli osoby najczęściej stykające się z odbiorcami, a jednocześnie odpowiedzialne za obiekty na wystawach i wiedzące, że będą też czuwać nad moją wystawą. 

Kolejną grupą doświadczalną byli “prawdziwi” zwiedzający, którzy w dniu wybranym na testy odwiedzili nasze muzeum i zechcieli poświęcić chwilę na wyrażenie swojej opinii. Były to osoby z różnych miast w Polsce, ale też lokalsi, w różnym wieku i odwiedzający różne wystawy w muzeum (a zatem o zróżnicowanych zainteresowaniach). 

Dobór uczestników był samorzutny – w teście brali udział ci, którzy chcieli, nie byli dobierani w żaden konkretny sposób. 

Procedura

Nie miałam ani czasu ani środków na przeprowadzenie “profesjonalnego” badania opinii, które spełniałoby wszystkie wymogi metodologiczne, miałoby glejt akademicki i zakończyłoby się 50-stronicowym raportem. Uznaję, że lepiej coś sprawdzić na miarę posiadanych możliwości niż kierować się tylko własnym osądem. Lepiej zapytać nawet kilkanaście osób niż nikogo. Lepiej zrobić to tak, jak się umie, niż nie robić w ogóle. 

Dlatego nie nazywam swoich testów badaniami. Niemniej, postarałam się o stworzenie warunków zbliżonych do tych, w których odbiorcy wystawy będą czytali docelowe teksty oraz zróżnicowaną grupę osób testujących.  Opisy, które zostały wydrukowane na potrzeby testowania, były już po zewnętrznej redakcji. Razem z autorką tekstów uznałyśmy bowiem, że redakcja wpływa na ostateczny kształt tekstu i może zmienić jego oddziaływanie na odbiorców. 

Testowałam dwupoziomowo – z jednej strony pytałam o opinię i uwagi, a z drugiej obserwowałam, jak ludzie reagują na opisy (czy czytają je do końca, czy gdzieś się gubią, ile czasu im to zajmuje). Inspirowałam się technikami: wywiadów indywidualnych i obserwacją uczestniczącą.  

Działałam według następującego schematu:

  1. Najpierw pytałam o wskazanie preferowanego zestawu tekstów. Nalegałam, żeby odpowiedź była jednoznaczna, a nie w stylu “w sumie oba są ok” albo “to zależy”. Uczestnicy testu samoistnie podawali uzasadnienia wyboru. 
  2. Następnie zadawałam pytania o “przyjazność” wybranych tekstów: czy wszystko jest zrozumiałe, czy czytanie w którymś momencie sprawia trudność, czy i gdzie ucieka uwaga, czy jasne jest, jakiego typu to wystawa i co można na niej robić (zwłaszcza, czy jasne jest, że można dotykać i używać większości zgromadzonych obiektów), na ile tekst zachęca do zwiedzania i wzbudza ciekawość, czy czegoś w nim brakuje itp. 

Przed testami nastawiłam się, że będę pilnowała, żeby testerzy mówili przede wszystkim o swoim doświadczeniu z tymi konkretnymi tekstami, a nie ogólnie o tekstach, stylu, redakcji albo o tym, jak oni by coś zrobili albo o tym, jakie powinny być teksty w muzeach. Ale nie było takiej konieczności – ludzie sami z siebie dawali konkretne informacje zwrotne, zgodnie z otrzymanymi wskazówkami, w oparciu o to, jak im się te teksty czytało i co z nich zrozumieli. 

Ze względu na czas testowałam wybrane teksty. Postawiłam na te opisy, z którymi każdy się zetknie i które będą na początku wystawy – one będą decydujące dla zrozumienia idei ekspozycji, sposobu korzystania z niej i emocji, z którymi odbiorcy zaczną zwiedzanie.

Wyniki

Dostałam opinie od prawie 60 osób. W dwóch grupach wyniki były jednoznaczne – zarówno moi współpracownicy i współpracowniczki “z biura”, jak i osoby zwiedzające w zdecydowanej większości wskazali na tekst bardziej klimatyczny, dzięki któremu od razu weszli w atmosferę wystawy i mieli ochotę ją zwiedzić. Przy czym wśród zwiedzających wynik ten był bezdyskusyjny – tylko 1 osoba wskazała na zestaw z tekstem “klasycznym”. 

Co ciekawe, wyraźnie odmienny wynik dały testy w grupie osób opiekujących się naszymi ekspozycjami! Tutaj większość wybrała tekst “klasyczny”, brzmiący trochę jak instrukcja obsługi i jasno mówiący, o czym jest wystawa, jak można ją  zwiedzać, czego wolno dotykać i używać. Mam hipotezę, że przy ocenie tekstów koleżankom i kolegom z obsługi ekspozycji trudno było wyjść z roli osób odpowiedzialnych za wystawę i stan eksponowanych obiektów oraz za komunikowanie zwiedzającym zasad zwiedzania. Stąd być może wyraźne wskazanie na opis bardziej instruktażowy. Zapytani, czy gdyby ten “klasyczny” tekst znalazł się na stronie internetowej jako opis wystawy, to czy to wpłynęłoby na ich wybór, niektórzy odpowiadali, że wtedy tekst “klimatyczny” też byłby dobry i nawet bardziej pasowałby do mikrohistorii. Zwolenniczkami tekstu “klasycznego” były też dziewczyny z konserwacji (czyli też w jakiś sposób odpowiedzialne za stan eksponatów, choć na tej wystawie większość przedmiotów będzie miała status obiektów scenograficznych, a nie inwentarzowych). 

Testy UX writing użytkownicy oceniają teksty wystawy

Decyzja

Większość osób wybrała tekst “klimatyczny”. Jednak najważniejszym kryterium wyboru był dla mnie wynik testów wśród “prawdziwych” zwiedzających, bo ostatecznie wystawa jest dla nich. A też na ich decyzje nie wpływa kontekst pracy w muzeum. 

A Ty który opis byś wybrał_a? Jeśli masz swój typ, napisz w komentarzu. Ciekawa jestem opinii ludzi z branży 🙂

Koszty

Jedyny bezpośredni koszt to 34 zł za wydruk tekstów. Poza tym zainwestowałam czas swój i osób współpracujących – redaktorka zredagowała obie wersje tekstu (choć wiedzieliśmy, że tylko jeden wykorzystamy), autorka wprowadziła do wybranego tekstu jedną sugerowaną zmianę, a ja poświęciłam 3 razy x 4 godziny na spotkania z poszczególnymi grupami. 

Biorąc pod uwagę, że to wystawa stała, a jej koszt wyniesie około 300 tysięcy złotych, to cena testowania nie wydaje się być jakąkolwiek barierą. A teksty są najprostsze i najtańsze do testowania!

Znacznie większą barierą w testowaniu, z którą ja też się zmierzyłam, to czas. Jeśli realizuje się wystawę w rytmie dotacji ministerialnych, które rozstrzygane są w marcu lub kwietniu, a wystawę chce się otworzyć w wakacje, to jest to… jazda bez trzymanki. Zresztą, sami to dobrze znacie. Ale nie chciałam odpuścić, bo naprawdę wierzę w sens robienia wystaw dla ludzi i w rozmowie z nimi. Te kilka dodatkowych godzin da się wygospodarować – tylko trzeba pisanie tekstów ustawić trochę wcześniej w harmonogramie. A też im lepsze wyjściowo – prostsze, bardziej zrozumiałe, konkretne i zmysłowe – teksty przygotujemy, tym mniej poprawek będziemy mieć po testach. Warto sobie podyskutować nad nimi w zespole realizującym wystawę i dać feedback osobie piszącej – tak, żeby do testów trafiły opisy, w które sami wierzymy. 

Prototypowanie ma sens i… jest fajne! 

Rozmawianie z ludźmi, obserwowanie jak korzystają z tekstów, słuchanie ich sugestii dostarcza bardzo wielu informacji. Czasem są zaskakujące. Czasem wzmacniające, a czasem bardziej przypominają kubeł zimnej wody. Ale zawsze docelowy efekt będzie dzięki temu lepszy – i naprawdę lepiej dowiedzieć się, że coś nie działa, kiedy jeszcze możemy to w zasadzie bezkosztowo zmienić, niż kiedy wystawa jest już gotowa. Dzięki temu uwagi odbiorców możemy potraktować jako cenny wkład w doskonalenie wystawy, zamiast potem je podważać i racjonalizować je sobie myślami w stylu “nie znają się” albo “nie umieją czytać ze zrozumieniem”. 

Okazuje się też, że kiedy pytamy ludzi o zdanie, to oni naprawdę chcą pomóc i są w tym życzliwi. Od razu też zwiększa się ich zainteresowanie wystawą i chęć jej odwiedzenia, bo staje się bardziej “ich”. A przy okazji można poznać ciekawych ludzi – mnie trafili się m.in. blogerzy podróżniczy i profesor wzornictwa.  Usłyszałam też wiele dobrych słów o pomyśle na wystawę (“wystawa do używania”), o samych tekstach i przede wszystkim o tym, że interesuje nas zdanie zwiedzających. Ludzie chętnie też dzielili się swoimi doświadczeniami muzealnymi i tym, co sprawia, że czują się dobrze lub niekomfortowo podczas zwiedzania. 

Jestem głęboko przekonana, że naukowe artykuły, opasłe książki, wizyty studyjne i zagraniczne dobre praktyki – choć wszystkie bardzo wartościowe – nie zastąpią rozmów z ludźmi, którzy do naszych muzeów przychodzą. 

A zatem, idźcie i testujcie! 

O czym pamiętać testując teksty?

Testuj w naturalnym środowisku, czyli w przestrzeni wystawy. Odbiór tekstu na ekranie komputera, kiedy siedzimy i czytamy w ciszy i skupieniu, jest zupełnie inny niż kiedy czytamy na stojąco, w zastanym oświetleniu, kiedy tekst wisi na określonej wysokości, a do nas dociera dużo innych bodźców. 

Testuj na prawdziwych odbiorach, jeśli tylko masz taką możliwość. To dla nich robisz wystawę i ich uwagi będą najbardziej miarodajne.

Testy z udziałem współpracowników też są ok. Zadbaj o różnorodność grupy – niech to nie będą tylko “merytorycy”, ale również osoby z innych działów. Pilnuj, żeby ludzie mówili o swoich doświadczeniach z odbioru tekstu, a nie dawali Ci ogólne rady, albo wypowiadali się z pozycji zawodowej. Powiedz, że mają wczuć się w rolę zwiedzających, a nie recenzentów albo kuratorów. 

Warto nagrywać wypowiedzi i na bieżąco notować spostrzeżenia z obserwacji, bo przy dużej liczbie testujących nie wszystko się później pamięta. Ale nagrywanie zawsze wymaga uzyskania zgody uczestniczek i uczestników. 

Tekst powstał w ramach stypendium Ministra Kultury i Dziedzictwa Narodowego na rok 2024.

2 odpowiedzi na „Jak testować teksty do wystawy?”

  1. […] Sprawdź, jak testowałam teksty wprowadzające do wystawy. […]

  2. […] wciąga, czy w którymś momencie odbiorca traci uwagę itp. Proces testowania tekstów opisałam w osobnym artykule. Są tam też konkretne wskazówki, jak takie testowanie […]

Skomentuj Jak zrobiliśmy Ostatnie lato? – Muzea dla ludzi Anuluj pisanie odpowiedzi

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *