Dla tych, którzy nie dotarli na konferencję „Muzeum jutra. Nowe technologie w muzeach – perspektywy i wyzwania” przygotowałam szybki skrót informacji.
Konferencja była podzielona na trzy równoległe sceny tematyczne, więc niestety nie mogłam uczestniczyć w całości. Jak skoczek szachowy przeskakiwałam między tematami – omijając te najbardziej specjalistyczno-techniczne. Chociaż nie odmówiłam sobie przyjemności testowania systemu sterowania oświetleniem wystaw – dzięki niemu spokojnie można zrezygnować z usługi reżysera światła, a jednocześnie mieć zabezpieczone kwestie konserwatorskie związane z oświetleniem.
Moje wnioski mogą więc być nieco inne niż kogoś, kto wybrał inną ścieżkę uczestnictwa w konferencji.
Wnioski z konferencji
Byłam zaskoczona, że prelegenci – często osoby związane z firmami sprzedającymi muzeom rozwiązania technologiczne i multimedialne – jak jeden mąż ostrzegali muzealników przed… multimediami. W zasadzie mówili to samo, co napisałam w tekście „Nowoczesne znaczy multimedialne” . Ale przytoczę ich słowa:
- Multimedia trzeba wykorzystywać mądrze, tam gdzie wnoszą nową jakość – a nie tworzyć „multimedialne muzea gablotowe”;
- W wielu muzeach multimedia wręcz przeszkadzają i męczą – jeśli nie ma wspólnej narracji, tylko wędrujemy między multimedialnymi stanowiskami;
- Multimedia powinny być w tle, uzupełniać opowieść, pokazywać coś, czego nie można pokazać w inny sposób – to nie może być dyskoteka;
- Zanim zacznie się robić wystawę, trzeba mieć na nią pomysł, potem scenariusz – bez tego żadne technologie nie pomogą;
- Pomocne do tego mogą być narzędzia UX i myślenie w kategoriach doświadczenia odbiorcy (jak chcemy poprowadzić widza i jakie wrażenia w nim wywołać);
- O wystawę trzeba dbać i mieć na to zasoby (czas i pieniądze)! Sprawdzać, czy sprzęty działają (i je naprawiać albo wymieniać), jak ludzie korzystają z ekspozycji, co można poprawić;
- Paradoksalnie nowe technologie mogą teraz najbardziej pomóc muzeom nie w wystawiennictwie, ale w zarządzaniu – w poprawianiu jakości doświadczenia odbiorców, w usprawnianiu procesów wewnętrznych, w optymalizacji kosztów;
- Do udoskonalania lub poprawiania ekspozycji również przydatne są narzędzia UX Design. Na przykład mapy ciepła – na konferencji był prezentowany system elektroniczny, niestety są to kosztowne technologie. Ale dużo informacji możemy zebrać też z obserwacji ludzi na wystawie – warto obserwować i w czasie, kiedy jest tłoczno i kiedy jest mało ludzi.
- Bezcennym źródłem informacji są też pracownicy obsługi ekspozycji – bo oni spędzają na wystawie najwięcej czasu. Cenne są ich własne doświadczenia (np. czy nie jest za głośno, za zimno, za gorąco, za dużo bodźców, treści), jak i obserwacje zwiedzających.
- Nic nie starzeje się tak szybko jak nowe technologie. Wymieniamy telefony co dwa lata, a liczymy, że aplikacja na wystawie będzie atrakcyjna i funkcjonalna przez 10 lat. A tymczasem sprzęt się zużywa, ale też starzeją się sposoby prezentacji treści czy interakcji.
- Współczesne muzeum nie może więc być statyczne. Zespół powinien stale – systematycznie i spokojnie – rekreować treść wystaw stałych. I dopiero to powinno być podstawą do ewentualnej wymiany technologii.
- Osobną ścieżką pracy z wystawami jest dostosowywanie ich do potrzeb nowych pokoleń. Np. dzisiejsi młodzi odbiorcy postrzegają świat przez soczewkę swoich telefonów, które ciągle mają w ręku. Można z tym walczyć, ale można też skłonić ich, żeby za pomocą telefonów odkrywali inne wymiary ekspozycji – niewidoczne dla innych (np. apki, dzięki którym można ożywiać obiekty, albo kręcić filmiki ze swoim udziałem w świecie wykreowanym przez wystawę).
- I last but not least: muzeum to ma być miłe miejsce. Takie, w którym ludzie dobrze się czują, mogą się czegoś dowiedzieć, wygodnie złapać kontakt z tym, co chcą zobaczyć. Wystawa i użyte na niej rozwiązania nie mogą męczyć albo irytować.
A na koniec chyba najbardziej rewolucyjna myśl – choć dla mnie od dawna oczywista. Ale na konferencji o nowych technologiach na pewno zaskakująca. Otóż największą innowacją w wystawiennictwie jest… powrót do korzeni. Czyli ograniczenie multimediów i czerpanie z potencjału obiektów i opowieści.
największą innowacją technologiczną w wystawiennictwie jest… ograniczenie multimediów po czasie zachłyśnięcia się nimi
eksperci od nowych technologii w muzeach
Ale jeszcze mały dodatek, już ode mnie. Musimy pamiętać, że powrót do obiektów to nie powrót do gablot z trzydziestoma proporczykami i półek z dwudziestoma żelazkami z duszą. To raczej zrozumienie tego, że wystawy mają swój własny, bogaty język. Język, który się wciąż rozwija i musi podążać za zmianami, które dzieją się dookoła. Obiekty to najbardziej charakterystyczny element języka wystaw. Ale nie może być jedynym elementem. Wystawa musi czerpać z wzorców tworzenia opowieści (narracja, scenariusz), z języka wizualnego i filmowego (plany i kadry, scenografia), architektury (np. krzywa wrażeń), psychologii (emocje, mechanizmy poznawcze, uczenie się) czy nauki (stawianie tez). Oczywiście powinny też czerpać z nowych technologii, ale stosować je z myślą o budowaniu wciągających opowieści lub doświadczeń.
Czego i sobie i Wam życzę!
Tekst powstał w ramach stypendium Ministra Kultury i Dziedzictwa Narodowego na rok 2024.

Dodaj komentarz