Dlaczego nie robimy wystaw dla ludzi?

Jestem w kropce. Opisuję tutaj różne podejścia i metody pracy, przygotowuję też narzędziownik, który je zbierze w użyteczną całość. A jednocześnie wiem, że to nic nie da. 

Nie da, dopóki nie uporamy się z najważniejszym problemem. Z prawdziwą przyczyną tego, że tak mało popularne jest projektowanie wystaw z myślą o odbiorcy. 

W czym ten problem? Jak to zwykle bywa: w głowie. Mamy wiele nieuświadomionych założeń na temat wystaw, które wpływają na to, jak je robimy. A największą przeszkodą mentalną jest uporczywa chęć chronienia własnego ego. Bardzo boimy się oceny naszych kompetencji – przede wszystkim wiedzy rozumianej na sposób akademicki. 

Doskonale znam ten lęk.

Dlatego reagujemy paniką na myśl o uproszczeniach, skrótach, fabularyzowaniu wiedzy, mieszaniu różnych porządków. Trudno nam zrezygnować ze skomplikowanego słownictwa, nadmiaru obiektów, przegadanych tekstów najeżonych abstrakcyjnymi pojęciami czy idei kuratorskich, które bez dodatkowego komentarza są dla większości odbiorców niewidoczne na wystawie.

Z tego powodu nie robimy wystaw dla odbiorców, tylko dla innych specjalistów, dla kolegów po fachu, dla osób, które zawodowo zajmują się oceną wystaw. Albo dla innej bańki, w której funkcjonujemy lub która nas intelektualnie ukształtowała.

Wpadamy w autocenzurę, której nawet nie jesteśmy świadomi, a która krępuje nasz rozwój zawodowy, odbiera przyjemność z eksperymentowania i radość zarażania naszymi pasjami odbiorców. Sami skazujemy się na  wyrafinowany hermetyzm dla wtajemniczonych.

Im więcej takich wystaw, tym bardziej wydaje nam się, że tak to musi wyglądać. I tym większa obawa przed zrobieniem czegoś inaczej. System się betonuje.

Jeśli też tak masz, to mam dobrą wiadomość. Takie podejście można zmienić. Trzeba tylko wytworzyć sobie w głowie kilka nowych, już świadomych przekonań. Każdy będzie miał inny zestaw – najbardziej adekwatny do własnych lęków. Ale kilka mogę Ci podpowiedzieć.

Nie musisz uczyć specjalistów. Eksperci od sztuki egipskiej prawdopodobnie wiedzą znacznie więcej niż zdołasz im opowiedzieć wystawą na ten temat. Raczej nie potrzebują szczegółowych datacji i przywoływania szeregu władców egipskich. Za to na pewno odstraszysz wszystkich innych zwiedzających, bo drobiazgowe fakty nie mają połączenia z ich siecią wiedzy. 

Wystawa to nie książka ilustrowana obiektami. Jeśli ktoś szuka pogłębionej wiedzy, to sięga po artykuł naukowy, książkę albo idzie na wykład. Wystawą nigdy nie przekażesz tyle spójnej, uporządkowanej i linearnej wiedzy. Nawet najdłuższe wallteksty zebrane razem będą miały mniej słów niż przeciętny artykuł w naukach humanistycznych czy społecznych. Nie warto więc wysilać się na osiągnięcie tego samego efektu. Musisz dla wystawy poszukać innych celów i użyć innych form przekazu. To przecież odrębny język. O tym jeszcze napiszę w którymś z kolejnych tekstów. 

Zawodowych recenzentów jest coraz mniej, a publiczności w muzeach przybywa. Warto więc jest inwestować w umiejętności pracy z tą drugą, główną grupą Twoich odbiorców. A ta grupa przy wyborze wystawy rzadko kieruje się hermetycznymi opiniami recenzentów, którzy zresztą nie zawsze są aż takimi specjalistami, jakich chciałbyś w nich widzieć. Dzisiaj każdy może założyć bloga lub inny kanał, w którym może się mianować ekspertem.

Pracując dla publiczności, pracujesz na swoją przyszłość. Polskie muzea będą się zmieniały. Tak, jak zmieniają się muzea na świecie – oczywiście nie wszędzie i nie wszystkie w ten sam sposób. Utrzymanie muzeów kosztuje olbrzymie pieniądze, więc będzie rosła presja, żeby służyły jak najszerszej grupie odbiorców. Ucząc się nowych i skutecznych sposobów pracy z publicznością, nabywasz kompetencji, które przydadzą Ci się w każdym muzeum, ale też w dowolnej instytucji kultury, a nawet w zupełnie innych branżach. Natomiast trzymanie się tylko eksperckiej wiedzy w wąskim temacie skazuje Cię na dotychczasowe miejsce pracy, a ono nie zawsze jest idealne. A specjalistyczną wiedzę stosunkowo łatwo pozyskać – można do współpracy zaprosić eksperta-akademika, a potem przetłumaczyć jego wiedzę na język wystawy i przekaz zrozumiały dla odbiorcy. Wiedza o tworzeniu wystaw i programów dla publiczności jest znacznie bardziej uniwersalna. 

Możesz wyjaśnić swoją wyjściową pozycję. Powiedzieć do kogo mówisz, dlaczego wybrałeś taki a nie inny przekaz. Pokazać, co jest oryginalnym artefaktem, a co repliką. Opowiedzieć, co jest faktem, a co Twoją fantazją na temat przeszłości. Wyjaśnić każdą z Twoich interwencji w przyjęty porządek. Jeśli nie wiesz jak, to jedź do skansenu we Wdzydzach i pójdź do “chaty edukacyjnej” oraz rozglądaj się na całym terenie w poszukiwaniu przywieszek ze współczesnym komentarzem – to fajny przykład takiego objaśnienia pozycji, z której się mówi.

A tak poza wszystkim, potrzebujemy w pracy czegoś więcej niż tylko unikania krytyki. Znacznie bardziej karmiąca jest satysfakcja odbiorców, naturalna różnorodność publiczności, zainteresowanie wystawą nie tylko podczas wernisażu, autentyczne opinie w Google, spontaniczne dzielenie się odbiorców wrażeniami ze zwiedzania, rozmowy z publicznością. 

To co? Przekonałam Cię? Czy potrzebujesz poszukać własnych argumentów, żeby zacząć śmielej eksperymentować z ideą muzeów dla ludzi? 

Tak czy siak. Lęk przed krytyką, to balast, który odbiera radość z pracy. Miej to wreszcie z głowy! 

Tekst powstał w ramach stypendium Ministra Kultury i Dziedzictwa Narodowego na rok 2024.

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *